Kobzar’/Najmyczka

Матеріал з Вікіджерел
Перейти до навігації Перейти до пошуку
Kobzar’ (1914
Taras Szewczenko, під ред. Wołodymyr Ochrymowycz
Najmyczka
 Завантажити у Завантажити роботу у форматі PDFЗавантажити роботу у форматі ePubЗавантажити роботу у форматі TXTЗавантажити роботу у форматі MOBI
Цей текст написаний латинкою на основі польської абетки. • Існують інші версії цієї роботи: Наймичка (поема)
Видання: Львів: 1914.
Najmyczka.

U nedilu w ranci rano,
Połe kryło sia tumanom;
U tumani na mohyli,
Jak topola, pochyłyłaś
Mołodycia mołodaja.
Szczoś do łona pryhortaje
Ta z tumanom rozmowlaje:
 „Oj tumane, tumane,
Mij łatanyj tałane!
Czomu mene ne schowajesz
Ottut sered łanu?
Czomu mene ne zadawysz
U zemlu ne wdawysz?
Czomu meni złoji doli,
Czom wiku ne zbawysz?
Ni, ne dawy, tumanoczku!
Schowaj tilko w poli,
Szczob nichto ne znaw, ne baczyw
Mojeji nedoli!
Ja ne odna, jest’ u mene
I bat’ko i maty…
Jest’ u mene — tumanoczku,
Tumanoczku, brate! —
Dytia moje… Mij synoczku,

Nechreszczenyj synu!
Ne ja tebe chrestyty-mu
Na łychu hodyny;
Czużi lude chrestyty-mut’,
Ja ne budu znaty,
Jak i zowut’… Dytia moje!
Ja buła bohata…
Ne łaj mene! mołyty-muś,
Iz samoho neba
Dolu wypłaczu slozamy
I poszlu do tebe“!
 Piszła połem rydajuczy,
W tumani chowałaś,
Ta kriź slozy tycheseńko
Pro wdowu spiwała,
Jak udowa w Dunajewi
Syniw pochowała:
 „Oj u poli mohyła;
Tam udowa chodyła,
Tam chodyła, hulała,
Truty-zilla szukała.
Truty-zilla ne najszła,
Ta syniw dwoch pryweła,
W kytajeczku powyła
I na Dunaj odnesła:
„Tychyj, tychyj Dunaj!
„Mojich ditok zabawlaj,
„Ty, żowteńkyj pisok!
„Nahoduj mojich ditok,
„I skupaj, i spowyj,
„I soboju ukryj““!


I.

 Buw sobi did ta baba,
Z dawnioho dawna, u haji nad stawom
U-dwoch sobi na chutori żyły,
 Jak ditoczok dwoje
 Usiudy oboje.
Szcze z-małeczku u-dwoch jahniata pasły,
A potim pobrały sia,
Chudoby diżdały sia,
Prydbały chutir, staw i młyn,
Sadok u haji rozweły
 I pasiku czymału,
 Wsioho nadbały.
Ta ditoczok u jich Bih-ma,
A smert’ z kosoju za płeczyma.
 Chto-ż jich starist’ prywytaje,
Za dytynu stane?
Chto zapłacze, pochowaje?
Chto duszu spomiane?
Chto pożywe dobro czestno
W dobruju hodynu,
I zhadaje diakujuczy,
Jak swoja dytyna?..
Tiażko ditej hoduwaty
U bezwerchij chati,
A szcze hirsze starity sia
U biłych pałatach,
Starity sia, umyraty,
Dobro pokydaty,

Czużym ludiam, czużym ditiam
Na śmich, na roztratu!

II.

 I did i baba u nedilu
Na pryspi w dwoch sobi sydiły
Harneńko, w biłych soroczkach.
Syjało sonce w nebesach,
Ani chmarynoczky, ta tycho
Ta lubo, jak u raji.
Schowało sia u serci łycho,
Jak zwir u temnim haji.
 W takim raji czohob, bacz sia,
Starym sumuwaty?
Czy to dawnie jake łycho
Prokynułoś w chati?
Czy wczorasznie, zadawłene
Znow zaworuszyłoś?
Czy szcze tilko zaklunułoś,
I raj zapałyło?
 Ne znaju, szczo i pisla czoho
Stari sumujut’! Może wże
Otse zbyrajut’ sia do Boha,
Ta chto w dałekuju dorohu
Jim dobre konej zapriaże?
„A chto nas, Naste, pochowaje,
Jak pomremo?“
 — „J sama ne znaju!
Ja wse otse mirkuwała,
Ta aż sumno stało:
Odynoki zostariłyś…

Komu ponadbały
Dobra sioho?“
 — „Striwaj łyszeń!
Czy czujesz? szczoś płacze
Za worit’my… mow dytyna!
Pobiżim łysz! Baczysz?
Ja zhaduwaw, szczo szczoś bude!“
 I razom schopyłyś,
Ta do worit. Prybihajut’,
Mowczky zupynyłyś:
Pered samym perełazom —
Dytyna spowyta,
Ta ne tuho, j noweńkoju
Swytynoju wkryta;
Bo to maty spowywała,
I litom ukryła
Ostannioju swytynoju!.
Dywyłyś, mołyłyś
Stari moji. A serdeszne
Nenacze błahaje:
Wypruczało ruczeniata
J do jich prostiahaje
Maniusińki… I zamowkło,
Nenacze ne płacze,
Tilky pchyka.
 „A szczo, Naste?
Ja j kazaw! Ot baczysz!
Ot i tałan, ot i dola!
I ne odynoki!
Bery-ż łyszeń ta spowywaj!
Acz jake, niwroku!
Nesy-ż w chatu, a ja werchy
Kynuś za kumamy

W Horodyszcze.
 Czudno jakoś
Dijet’ sia miż namy!
Odyn syna prokłynaje,
Z chaty wyhaniaje;
Druhyj świczeczku, serdesznyj,
Potom zaroblaje
Ta rydajuczy stanowyt’
Pered obrażamy:
Nema ditej!.. Czudno jakoś
Dijet’ sia miż namy.

III.

 Aż try pary na radoszczach
Kumiw nazbyrały,
Ta w-weczeri j ochrestyły
I Markom nazwały.
Roste Marko. Stari moji
Ne znajut’, de dity,
De posadyt’, de położyt’
I szczo z nym robyty.
Mynaje rik. Roste Marko,
I dijna korowa
U rozkoszi kupajet’ sia.
Aż oś czornobrowa
Ta mołoda, biłołycia
Pryjszła mołodycia
Na toj chutir błahodatnyj
U najmy prosyt’ sia.
 „A szczoż?“ każe: „woźmim, Naste!

— „Woźmimo, Trochyme!
Bo my stari, nezdużajem,
Ta taky j dytyna,
Chocza wono wże j pidrosło,
To wseż taky treba
Koło joho pikłuwatyś“.
— „Ta wono-to treba,
Bo j ja swoju wże czastoczku
Prożyw, sława Bohu,
Pidtoptaw sia. Tak szczoż teper,
Szczo woźmesz, neboho?
Za rik, czy jak?“
 — „A szczo daste“.
— „E, ni! treba znaty,
Treba, doczko, liczyt’ płatu,
Zarobłenu płatu;
Bo skazano: chto ne liczyt’,
To toj i ne maje.
Tak ottak chyba, neboho:
Ni ty nas ne znajesz,
Ni my tebe; a pożywesz,
Rozdywysz sia w chati,
Ta j my tebe pobaczymo, —
Ottohdi j za płatu.
Czy tak, doczko?“
 — „Dobre, diad’ku!“
— „Prosymo-ż u chatu!“
Pojednałyś. Mołodycia
Rada ta weseła.
Niby z panom powinczałaś,
Zakupyła seła,
I u chati, i na dwori,
I koło skotyny,

U-weczeri i w-doświta;
A koło dytyny
Tak i pada, niby maty:
W budeń i w nedilu
Hołowońku jomu zmyje,
J soroczeczku biłu
Szczo deń bożyj nadiwaje,
Hrajet’ sia, spiwaje,
Robyt’ wozyky, a w świato
To j z ruk ne spuskaje!
Dywujut’ sia stari moji
Ta molat’ sia Bohu.
A najmyczka newsypuszcza
Szczo-weczir, neboha,
Swoju dolu prokłynaje,
Tiażko, ważko płacze;
I nichto toho ne czuje,
Ne znaje j ne baczyt’
Opricz Marka małeńkoho.
Tak wono ne znaje,
Czoho najmyczka slozamy
Joho umywaje;
Ne zna Marko, czoho wona
Tak joho ciłuje,
Sama ne zjist’ i ne dopje,
Joho nahoduje.
Ne zna Marko, jak w kołysci
Czasom sered noczy
Prokynet’ sia, woruchnet’ sia,
To wona wże skoczyt’,
I ukryje, perechrestyt’
Tycho zakołysze;
Wona czuje w druhij chati,

Jak dytyna dysze,
W-ranci Marko do najmyczky
Ruczky prostiahaje,
I mamoju newsypuszczu
Hannu nazywaje.
Ne zna Marko, roste sobi
Roste, wyrostaje.

IV.

 Czy mało lit perewernułoś,
Wody czymało utekło;
I w chutir łycho zawernuło,
I sliz czymało prynesło.
Babusiu Nastiu pochowały
I łedwe, łedwe odwołały
Trochyma dida. Prohuło
Proklate łycho, taj zasnuło.
Na chutir znowu błahodat’
Z-za haju temnoho wernułaś
Do dida w chatu spoczywat’.
 Uże Marko czumakuje
I w oseny ne noczuje
Ni pid chatoju, ni w chati.
Koho-nebud’ treba swatat’.
 „Koho-ż by tut?“ staryj duma
I prosyt’ porady
U najmyczky. A najmyczka
Do cariwny-b rada
Słat’ starosty: „Treba Marka
Samoho spytaty“.
— „Dobre, doczko! spytajemo,

Ta j budemo swatat’“.
Rozpytały, poradyłyś,
Taj za starostamy
Piszow Marko. Wernuły sia
Lude z rusznykamy,
Z światym chlibom obminenym.
Pannu u żupani,
Taku kralu wyswatały,
Szczo chocz za het’mana,
To ne sorom. Ottake-to
Dywo zapopały!
 „Spasybi wam!“ staryj każe,
„Teper, szczob wy znały,
Treba kraju dowodyty,
Koły j de winczaty.
Taj wesilla! Ta szcze oś szczo:
Chto w nas bude maty?
Ne dożyła moja Nastia!..“
Taj załywś slozamy.
A najmyczka u porohu
Wchopyłaś rukamy
Za odwirok, taj zomliła…
Tycho stało w chati;
Tilko najmyczka szeptała:
„Maty… maty… maty!..“

V.

 Czerez tyżdeń mołodyci
Korowaj misyły
Na chutori. Staryj bat’ko
Z usijeji syły

Z mołodyciamy tanciuje
Ta dwir wymitaje,
Ta prochożych, projizżaczych
U dwir zakłykaje,
Ta warenoju czastuje,
Na wesilla prosyt’.
Znaj bihaje, a samoho
Łedwy nohy nosiat’.
Skriź harmider, ta rehotnia
W chati i na dwori,
I żołoby wykotyły
Z nowoji komory.
Skriź porańnia: peczut’, warjat’,
Wymitajut’, myjut’…
Ta wse czużi. Deż najmyczka?
Na proszczu u Kyjiw
Piszła Hanna. Błahaw staryj,
A Marko aż płakaw,
Szczob buła wona za matir.
„Ni, Marku! nijako
Meni matirju sydity:
To bahati lude,
A ja najmyczka; szcze j z tebe
Smijaty sia budut’.
Nechaj Boh wam pomahaje!
Pidu pomolu sia
Usim światym u Kyjewi,
Ta j znowu wernu sia
W waszu chatu, jak pryjmete.
Poky maju syły,
Trudyty-muś“.
 Czystym sercem
Pobłahosłowyła

Swoho Marka, zapłakała
J piszła za worota.
 Rozwernuło sia wesilla,
Muzykam robota
I pidkowam. Warenoju
Stoły j ławy myjut’.
A najmyczka szkandybaje,
Pospiszaje w Kyjiw.
Pryjszła w Kyjiw, ne spoczyła:
U miszczanky stała,
Naniała sia nosyt’ wodu,
Bo hroszej ne stało
Na akafyst u Warwary.
Nosyła, nosyła,
Kip iz wisim zarobyła,
J Markowi kupyła
Swiatu szapoczku w peczerach
U Jwana światoho,
Szczob hołowa ne boliła
W Marka mołodoho;
I perstenyk u Warwary
Newistci dostała,
I wsim światym pokłonywszyś,
Do-domu wertałaś.
 Wernuła sia. Kateryna
I Marko zustriły
Za worit’my, wweły w chatu
J za stił posadyły;
Napuwały j hoduwały,
Pro Kyjiw pytały,
I w kimnati Kateryna
Odpoczyt’ posłała.
 „Zaszczo wony mene lublat’?

Zaszczo poważajut’?
O Boże mij myłoserdnyj!
Może wony znajut’?…
Może wony dohadałyś?..
Ni, ne dohadałyś,
Wony dobri“…
 I najmyczka
Tiażko zarydała.

VI.

 Tryczy kryha zamerzała,
Tryczy roztawała;
Tryczy najmyczku u Kyjiw
Katrja prowożała,
Tak jak matir. I w czetwertyj
Proweła nebohu
Aż u połe do mohyły,
I mołyła Boha,
Szczob szwydeńko wertała sia,
Bo bez neji w chati
Jakoś sumno, niby maty
Pokynuła chatu.
 Piśla Preczystoji w nedilu,
Ta piśla perszoji, Trochym
Staryj sydiw w soroczci biłij,
W bryli, na pryspi. Pered nym
Z sobakoju unuczok hraw sia,
A wnuczka w jupku odiahłaś
U Katrynu, i niby jszła
Do dida w hosti. Zaśmijaw sia
Staryj i wnuczku prywitaw,

Nenacze sprawdi mołodyciu.
„A deż ty diła palanyciu?
Czy może w lisi chto odniaw?
Czy po-prostu — zabuła wziaty?
Czy może szcze j ne napekła?
E, sorom, sorom! łepska maty!“
Aż zyrk! — i najmyczka wwijszła
Na dwir. Pobih staryj striczaty
 Z onukamy swoju Hannu.
 „A Marko w dorozi“?
 Hanna dida pytała sia.
 — „W dorozi szcze j dosi“.
 — „A ja łedwy dodybała
 Do waszoji chaty.
 Ne chotiłoś na czużyni
 Odnij umyraty!
 Koły-b Marka diżdaty sia!
 Tak szczoś tiażko stało“…
I wnuczatam iz kłunoczka
Hostyńci wyjmała:
I chrestyky, j dukaczyky,
J namysta razoczok[1]
Orynoczci, i czerwonyj
Z folhy obrazoczok[2];
A Karpowi sołowejka
Ta konykiw paru;
I czetwertyj uże persteń
Swiatoji Warwary
Kateryni; a didowi
Iz wosku światoho
Try świczeczky; a Markowi

I sobi niczoho.
Ne prynesła; ne kupyła,
Bo hroszej ne stało,
A zarobyt’ ne zdużała.
„A oś szcze ostałoś
Piw bubłyczka!“
 J po szmatoczku
Ditiam rozdiłyła.

VII.

 Wwijszła w chatu. Kateryna
Jij nohy umyła
J połudnuwat’ posadyła.
Ne pyła j ne jiła
Moja Hanna.
 „Kateryno!
Koły w nas nedila?“
— „Piśla zawtra“.
 — „Treba bude
Akafyst naniaty
Mykołajewi światomu
J na czastoczku daty;
Bo szczoś Marko zabaryw sia…
Może de w dorozi
Zanedużaw, sochrań Boże“!
J pokapały slozy
Z starych oczej zamuczenych.
Łedwe, łedwe wstała
Iz-za stoła.
 „Kateryno!
Ne ta wże ja stała:

Złedaszcziła, ne zdużaju
I na nohy wstaty.
Tiażko, Katre, umyraty
W czużij, tepłij chati!“
 Zanedużała neboha.
Uże j pryczaszczały,
I masłoświatije służyły, —
Ni, ne pomahało!
Staryj Trochym po podwirju
Mow ubytyj chodyt’;
Kateryna z bolaszczoji
I oczej ne zwodyt’,
Kateryna koło neji
I dniuje j noczuje.
A tym czasom syczi w noczi
Nedobre wiszczujut’
Na komori. Bolaszczaja
Szczo-deń, szczo-hodyna,
Łedwe czuty, pytajet’ sia:
„Doniu Kateryno!
Czy szcze Marko ne pryjichaw?
Och, jak-by ja znała,
Szczo diżdu sia, szczo pobaczu,
To szcze-b pidożdała!“

VIII.

 Ide Marko z czumakamy,
Iduczy spiwaje,
Ne pospisza do hospody,
Woły popasaje.
Weze Marko Kateryni

Sukna dorohoho,
A bat’kowi szytyj pojas
Szowku czerwonoho,
A najmyczci na oczipok
Parczi[3] zołotoji
I czerwonu dobru chustku
Z biłoju haboju[4],
A ditoczkam czerewyczky,
Fig ta wynohradu,
A wsim w kupi czerwonoho
Wyna z Caryhradu
Wider z troje u baryli,
I kawiaru z Donu, —
Wsioho weze, ta ne znaje,
Szczo dijet’ sia doma!
 Ide Marko, ne żuryt’ sia.
Pryjszow, sława Bohu!
I worota odczyniaje
I mołyt’ sia Bohu.
 „Czy czujesz ty, Kateryno?
Biży zustriczaty!
Uże pryjszow! Biży szwydcze,
Szwydcze wedy w chatu!
Sława Tobi, Chryste Boże!
Na-syłu diżdała!“
I „Otcze nasz“ tycho, tycho,
Mow kriź son, czytała.
 Staryj woły wyprjahaje,
Zanozy chowaje
Mereżani[5], a Katrusia

Marka ohladaje.
— „A deż Hanna, Kateryno?
Ja pak i bajduże!
Czy ne wmerła?“
 — „Ni, ne wmerła,
A duże nezduża.
Chodim łyszeń w mału chatu,
Poky wyprjahaje
Woły bat’ko; wona tebe,
Marku, dożydaje“.
 Wwijszow Marko w mału chatu
I staw u porohu…
Aż zlakaw sia, Hanna szepcze:
„Sława, sława Bohu!
Chody siudy, ne lakaj sia!..
Wyjdy, Katre, z chaty!
Ja szczoś maju rozpytaty,
De-szczo rozkazaty.
Wyjszła z chaty Kateryna,
A Marko schyływ sia
Do najmyczky u hołowy.
„Marku! Podywy sia,
Podywy sia ty na mene!
Bacz, jak ja zmarniła?
Ja ne Hanna, ne najmyczka,
Ja…“
 Ta j zanimiła.
Marko płakaw, dywuwaw sia,
Znow oczy odkryła,
Pylno, pylno podywyw sia, —
J slozy pokotyłyś.
„Prosty mene! Ja karałaś
Weś wik w czużij chati…

Prosty mene mij synoczku!
Ja… ja twoja maty!“
Ta j zamowkła…
 Zomliw Marko,
J zemla zadriżała.
Prokynuw sia… do matery —
A maty wże spała!


  1. sznuroczok koraliw
  2. karukowyj obrazok
  3. parcza — materyja tkana zołotom abo sribłom
  4. haba — biłe sukno turećke, tut biłyj kraj chustky
  5. zanozy mereżani — wyrizuwani zatyczky w wołowim jarmi


Суспільне надбання

Ця робота перебуває у суспільному надбанні у Сполучених Штатах та Україні.


  • Робота перебуває у суспільному надбанні у Сполучених Штатах, тому що вона опублікована до 1 січня 1925 року.
  • Термін дії авторських прав на цей твір в Україні закінчився до 1 січня 2001 року, коли почала діяти нова редакція закону України про авторські й суміжні права, що збільшила термін дії копірайту з 50 до 70 років.
  • Автор помер у 1931 році, тому ця робота є у суспільному надбанні у тих країнах, де авторське право діє на протязі життя автора плюс 80 років чи менше. Ця робота може бути у суспільному надбанні також у країнах з довшим терміном дії авторського права, якщо вони застосовують правило коротшого терміну для іноземних робіт.